poniedziałek, 29 sierpnia 2011

ŁDZ Alternatywa.

Muzyka Końca Lata
Bartosz Chmielewski - gitara, wokal
Marcin Biernat - gitara, wokal
Ola Bilińska - wokal
Piotr Majszyk - gitara basowa
Dariusz Gosk - perkusja

  Co, gdzie, kiedy? 
LDZ Alternatywa, 
Fabryka Sztuki, 
26 sierpnia 2011r.



 Po dość długim błądzeniu po Łodzi udało mi się dotrzeć na miejsce pół godziny przed koncertem. Pierwsze wrażenie - hm.. czyżby powtórka z Neonów. Bowiem na terenie Fabryki Sztuki, btw. całkiem ciekawe i klimatyczne miejsce, kręciło się zaledwie kilka(naście) osób, nie licząc dwóch ochroniarzy, tępo wpatrzonych w bruk, zupełnie nie zainteresowanych całą imprezą. W dodatku organizatorzy nie pokusili się o jakiekolwiek (!) ławki, krzesła, cokolwiek nadającego się do siedzenia, widocznie tak było bardziej "alternatywnie" :) Daruję sobie już uszczypliwości co do zaopatrzenia baru, właściwie nie wiem jak to nazwać, raczej "rozlewni" piwa z kilkoma butelkami fanty, stojącymi na ladzie, przecież poszłam tam na koncert..
   Wraz z upływem czasu robiło się coraz tłoczniej. Moje obawy co do pustek pod sceną nie sprawdziły się (no i dobrze). Na moje oko zebrało się koło 300-400 osób. Target baaardzo różnorodny, jak to na darmową imprezę przystało, zaczynając od dzieci, przez najliczniejsze jednak grono licealisto-studentów, kończąc na 40-50 latkach.No i zaczęło się.. Jako wzrokowiec od razu moja uwagę przykuł t-shirt perkusisty - koszulka Dinosaur Jr (lubię to!) i prześliczny Rickenbacker w dłoni wokalisty, ale przejdźmy do meritum..
   Twórczość MKL idealnie wpasowała się w mój nastrój tego wieczoru. Świeże, lekkie, melodyjne, ale niebanalne piosenki spowodowały, że zapomniałam o zmęczeniu i bolącej kostce. Z utworu na utwór tłum rozluźniał się coraz bardziej,aż pod koniec statyczna i nieco drętwa publika przemieniła się w falujący tłum, rodem z potańcówek lat '60tych, a to wszystko w tle dobrych, polskich tekstów (jednak jak się chce, to można). W przypadku MKL teksty są niebywale urocze, naładowane pozytywną energią,momentami wręcz magiczne. Przywołują wspomnienia dzieciństwa (Dokąd) czy pierwszej miłości (2001-2007). Ponadto już na pierwszy rzut oka widać, że zespół stanowi po prostu świetnie zgrana paczka przyjaciół, dobrze czująca się ze sobą, a muzyka to ich największa pasja. Kolejnym wielkim plusem występu był świetny kontakt z publiką. Czuło się, że muzyce w koncert angażują się w 100%, że ich reakcje są szczere i tworzą muzykę prosto z serca. Po stosunkowo bogatym secie nie obyło się bez bisów, o które nie trzeba było zresztą nie wiadomo jak długo prosić. Po minucie, może dwóch zespół z powrotem wszedł na scenie. Z powerem odegrali trzy utwory, w tym największy hit - Ekstramocne, po czym wokalista przedstawił skład, następnie odegrali jeszcze całkiem zgrabną solówkę i sympatycznie pożegnali się z publiką.
   Muszę przyznać, że nie lada zaskoczeniem dla mnie był cover utworu Happysad, który zespół przygotował na pewną składankę z okazji X-lecia istnienia owej formacji. To naprawdę niebywały sukces, aby cover prześcignął pierwowzór do tego stopnia, że przypadł do gustu mi (nie uważam się za jakiegoś eksperta z muzykologii, po prostu szczerze nie znoszę twórczości Jakuba Kawalca, ot to wszystko).
   Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to jednostajny i do bólu monotonny wokal Bartosza Chmielewskiego. Szczególnie dziwnie, wręcz irytująco wypada w mocniejszych utworach, do których adekwatna byłaby pewna zadziorność, opanowana łobuzeria, a nie kuriozalne ugrzecznienia. Zdecydowanie barwniej na tym polu wypada urokliwa Ola Bielińska..Według mnie powinna ona mieć znacznie więcej wokaliz w utworach. Krótko podsumowując, ostatnią już (niestety) odsłonę tegorocznej LDZ Alternatywy uważam za jak najbardziej udaną. Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza ta nie zniknie z i tak skromnego już łódzkiego kalendarza koncertowego, niewątpliwie szkoda byłoby..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz