poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Premiera singla C.K.O.D

   W dzisiejszej audycji Piotra Stelmacha w Radiowej Trójce premierę miał singiel, zwiastujący szósty już album łódzkiej formacji Cool Kids of Death - Plan Ewakuacji. Piosenka o tym samym tytule wywołała burzę wśród fanów. Zespół kolejny raz zaskoczył słuchaczy zmianą stylu, co niekoniecznie przypadło wszystkim do gustu. "Witamy w świecie muzyki pop, bo taka jest ta płyta" stwierdził tuż po premierze Piotr Stelmach. Z o wiele surowszymi komentarzami można spotkać się na Facebook'u zespołu czy chociażby  profilu last.fm. Ja jednak zaczekałabym ze zdecydowanymi osądami do premiery albumu, która to ma miejsce 10 października, ponieważ po pierwsze jak stwierdził sam basista, Jakub Wandachowicz "(...)jakość radiowa jest arcy chujowa", po drugie w wersji koncertowej (chociażby Jarocin 2011 jest tego dowodem) piosenki z nowego albumu prezentują się bardzo dobrze. Tak więc trzymam kciuki za zespół i ubolewam nad ortodoksyjnymi "true-fanami" C.K.O.D, którzy liczyli na kontynuację debiutu. Bezsensownemu buntowi na siłę mówimy stanowcze nie!

wersja radiowa "Planu Ewakuacji"

ŁDZ Alternatywa.

Muzyka Końca Lata
Bartosz Chmielewski - gitara, wokal
Marcin Biernat - gitara, wokal
Ola Bilińska - wokal
Piotr Majszyk - gitara basowa
Dariusz Gosk - perkusja

  Co, gdzie, kiedy? 
LDZ Alternatywa, 
Fabryka Sztuki, 
26 sierpnia 2011r.



 Po dość długim błądzeniu po Łodzi udało mi się dotrzeć na miejsce pół godziny przed koncertem. Pierwsze wrażenie - hm.. czyżby powtórka z Neonów. Bowiem na terenie Fabryki Sztuki, btw. całkiem ciekawe i klimatyczne miejsce, kręciło się zaledwie kilka(naście) osób, nie licząc dwóch ochroniarzy, tępo wpatrzonych w bruk, zupełnie nie zainteresowanych całą imprezą. W dodatku organizatorzy nie pokusili się o jakiekolwiek (!) ławki, krzesła, cokolwiek nadającego się do siedzenia, widocznie tak było bardziej "alternatywnie" :) Daruję sobie już uszczypliwości co do zaopatrzenia baru, właściwie nie wiem jak to nazwać, raczej "rozlewni" piwa z kilkoma butelkami fanty, stojącymi na ladzie, przecież poszłam tam na koncert..
   Wraz z upływem czasu robiło się coraz tłoczniej. Moje obawy co do pustek pod sceną nie sprawdziły się (no i dobrze). Na moje oko zebrało się koło 300-400 osób. Target baaardzo różnorodny, jak to na darmową imprezę przystało, zaczynając od dzieci, przez najliczniejsze jednak grono licealisto-studentów, kończąc na 40-50 latkach.No i zaczęło się.. Jako wzrokowiec od razu moja uwagę przykuł t-shirt perkusisty - koszulka Dinosaur Jr (lubię to!) i prześliczny Rickenbacker w dłoni wokalisty, ale przejdźmy do meritum..
   Twórczość MKL idealnie wpasowała się w mój nastrój tego wieczoru. Świeże, lekkie, melodyjne, ale niebanalne piosenki spowodowały, że zapomniałam o zmęczeniu i bolącej kostce. Z utworu na utwór tłum rozluźniał się coraz bardziej,aż pod koniec statyczna i nieco drętwa publika przemieniła się w falujący tłum, rodem z potańcówek lat '60tych, a to wszystko w tle dobrych, polskich tekstów (jednak jak się chce, to można). W przypadku MKL teksty są niebywale urocze, naładowane pozytywną energią,momentami wręcz magiczne. Przywołują wspomnienia dzieciństwa (Dokąd) czy pierwszej miłości (2001-2007). Ponadto już na pierwszy rzut oka widać, że zespół stanowi po prostu świetnie zgrana paczka przyjaciół, dobrze czująca się ze sobą, a muzyka to ich największa pasja. Kolejnym wielkim plusem występu był świetny kontakt z publiką. Czuło się, że muzyce w koncert angażują się w 100%, że ich reakcje są szczere i tworzą muzykę prosto z serca. Po stosunkowo bogatym secie nie obyło się bez bisów, o które nie trzeba było zresztą nie wiadomo jak długo prosić. Po minucie, może dwóch zespół z powrotem wszedł na scenie. Z powerem odegrali trzy utwory, w tym największy hit - Ekstramocne, po czym wokalista przedstawił skład, następnie odegrali jeszcze całkiem zgrabną solówkę i sympatycznie pożegnali się z publiką.
   Muszę przyznać, że nie lada zaskoczeniem dla mnie był cover utworu Happysad, który zespół przygotował na pewną składankę z okazji X-lecia istnienia owej formacji. To naprawdę niebywały sukces, aby cover prześcignął pierwowzór do tego stopnia, że przypadł do gustu mi (nie uważam się za jakiegoś eksperta z muzykologii, po prostu szczerze nie znoszę twórczości Jakuba Kawalca, ot to wszystko).
   Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to jednostajny i do bólu monotonny wokal Bartosza Chmielewskiego. Szczególnie dziwnie, wręcz irytująco wypada w mocniejszych utworach, do których adekwatna byłaby pewna zadziorność, opanowana łobuzeria, a nie kuriozalne ugrzecznienia. Zdecydowanie barwniej na tym polu wypada urokliwa Ola Bielińska..Według mnie powinna ona mieć znacznie więcej wokaliz w utworach. Krótko podsumowując, ostatnią już (niestety) odsłonę tegorocznej LDZ Alternatywy uważam za jak najbardziej udaną. Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza ta nie zniknie z i tak skromnego już łódzkiego kalendarza koncertowego, niewątpliwie szkoda byłoby..