sobota, 5 listopada 2011

Event Horizon Festival

 
Co, gdzie, kiedy?

Event Horizon Festival
Atlas Arena., Łódź
15 października 2011r.

Wystąpili:

Living on Venus
Hurt, Happysad
Dezerter, Akurat
Pidżama Porno

   Po ponad dwutygodniowych zawirowaniach stricte technicznych postanowiłam nadrobić zaległości, bo nie ukrywam, iż trochę się tego nazbierało.
  Przekraczając bramy niemal przecierałam oczy ze zdziwienia. Co prawda wiedziałam, że bilety, przynajmniej  te na płytę, były już od jakiegoś czasu wyprzedane, aczkolwiek świadomość tego wcale nie zmniejszała mojego zdumienia na widok gigantycznie długiej kolejki do wejścia. Pierwsza myśl - o dotarciu na koncert Living on Venus mogę sobie pomarzyć, ale na szczęście wystarczyło pofatygować się parę metrów dalej, dosłownie pięć kroków do wejście numer "nie pamiętam", przy którym stało co najwyżej 15 osób. Ludzie są naprawdę dziwni.. Po kilku minutach drzwi zostały otwarte i dopiero wtedy stado (pchali się nieludzko  i ten fetor!) gówniarzerii zleciało się do tegoż to wejścia. Ja naprawdę rozumiem, że niektórzy zmuszeni byli do wielogodzinnej podróży pociągiem, samochodem etc., ale przecież istnieją antyperspiranty,bo smród, zwłaszcza pod sceną był nie do zniesienia; taka mieszanka potu i alkoholu, ohyda. Z kolei przy szatniach dla każdego czekała niespodzianka - papierowe szapoklaki. Pomysł może i fajny aczkolwiek chyba nieprzemyślany.. słabe wykonanie, rozwalały się, w czasie pogo spadały ludziom z głowy i jedynie walały się pod  nogami, przez co panował nie tylko odór, ale i wielki rozgardiasz. Ponadto po prostu wszystko zasłaniały, więc ani to ładne, ani praktyczne, ani wygodne, przez co nie skusiłam się na jego przyodzianie.. Kolejnym minusem były ceny; zapiekanki po 10 czy 12 zł to naprawdę gruba przesada. Za to na plus zasługują bardzo mili szatniarze, ale przejdźmy do koncertów..
LIVING ON VENUS
  Są młodzi, nawet przystojni i grają energicznego rocka alternatywnego. Przyglądam się ich poczynaniom już od ponad roku, więc niebywale ucieszyłam się, że wreszcie będę mogła usłyszeć i zobaczyć ich na żywo, tym bardziej, że wypadli naprawdę świetnie i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) koncert całej drugiej edycji EHF. Szkoda jedynie, że jeszcze tak mało osób ich zna, przez co grali do prawie pustej Atlas Areny, ale myślę, że ci, co pofatygowali się pod scenę nie żałowali, zwłaszcza, że chłopacy brawurowo wykonali cover Pidżamy - Spokój w głowach, tym samym porwali początkowo drętwy tłum do szaleńczego pogo, za co należy się im 5+. Czekam na debiutancką płytę!
HURT
   Tak się złożyło, że był to bodajże czwarty koncert Hurtu, na jakim miałam okazję zawitać. Szczerze mówiąc wiedziałam czego się spodziewać, bo te trzy poprzednie były dokładnie takie same. Tym razem zabrakło jedynie durnowatych, czerwonych misiów i  menadżera przebranego za księdza, co myślę, że zrobiło jedynie na dobre koncertowi, bo o dziwo bawiłam się naprawdę świetnie, właściwie tego dnia najlepiej i muszę przyznać, że nowy image Maćka Kurowickiego bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu. 
AKURAT
  Ostatnio widziałam ich dwa lata temu, w Dekompresji właśnie i naprawdę nie rozumiem, co wtedy ujęło mnie w ich twórczości, bo tym razem nie wypadli najlepiej, może dorosłam, a może po prostu w setliście umieszczono za dużo piosenek z najnowszej, notabene bardzo kiepskiej płyty. Spodziewałam się raczej koncertu w stylu 'the best of', więc nie ukrywam swojego rozczarowania, tym bardziej, iż zabrakło mojego ulubionego Pikeranika..
DEZERTER \ HAPPYSAD
   Jestem ciekawa, kto wymyśli tak idiotyczną kolejność występowania artystów, bo coś jest nie halo, jeśli legenda polskiego punk rocka, obchodząca swoje trzydziestolecie występuje przed może i lubianym, aczkolwiek absolutnie nic nie wnoszącym na polską scenę muzyczną zespołem dla gimnazjalistek Żadnego z powyższych koncertów nie widziałam w całości. Na Dezerterze było po prostu za głośno, przez co nie udało mi się wysłuchać całego występu. Poza tym w takim zgiełku każda piosenka brzmiała tak samo, a dopiero przy szatniach wszystko było wyraźnie słychać, chyba po prostu punk nie jest dla mnie. Happysad jak zwykle  mnie specjalnie nie poruszył, ani tym bardziej zachwycił, ale z tego co widziałam ludzie bawili się świetnie (przynajmniej niektórzy, tu wymienię chłopaka, który najwidoczniej przesadził z alkoholem i o mało mnie nie zarzygał). Jednak ja najwyraźniej nie rozumiem fenomenu tej kapeli, koniec >.<
PIDŻAMA PORNO
   Czyli rozczarowanie roku..tu po prostu nic się nie zgadzało. Z każdym utworem było słychać, że są niezgrani, że nie grają ze sobą na co dzień. Wokal Grabaża też zostawiał WIELE do życzenia. Śpiewał nierówno, nie trafiał w tonację i do tego te żenujące i totalnie sztywne "pogawędki" z Kozakiem między piosenkami.Przemilczę beznadziejne pomysły na "nową nazwę zespołu". Na plus działała jedynie setlista, w tym wypadku bowiem cieszyłam się, że nie zaserwowano nam kolejnego "hitowego" koncertu, jak to miało miejsce w ubiegłym roku w Jarocinie. Tym razem miało być ambitniej, nie mniej uważam, że to skandal, iż zabrakło chociażby  Twojej Generacji. Ponadto myślę, że organizatorzy najzwyczajniej przesadzili z ilością koncertów, ponieważ na jakby nie było 'gwieździe wieczoru' wszyscy byli nie lada zmęczeni, a płyta z piosenki na piosenkę wyludniała się. Nic więc dziwnego, że po pierwszym zejściu zespołu ze sceny (bo bisowali bodajże trzy razy) ludzie masowo rzucili się do wyjść, co jednak wyglądało trochę kuriozalnie. 
   Podsumowując dziękuję moim znajomym za bilet na EHF, bo gdybym ze swojej, skromnej kieszeni miała wyskrobać te 60 czy 70 PLN na bilet to plułabym sobie w brodę jeszcze do dzisiaj. Podziwiam natomiast ludzi, którzy przemierzyli prawie całą Polskę, aby dotrzeć na 'jedyny w tym roku' koncert PP,bo ci to dopiero muszą być rozczarowani.. 

piątek, 7 października 2011

pogodno - plemnik

7\10

   Od niezapomnianego koncertu kapeli Budynia na Jarocinie 2010, na który nota bene poszłam niemal z marszu spod prysznica (z mokrymi włosami, w piżamie i w trampkach koleżanki, bo oczywiście swoje gdzieś zgubiłam - swoją drogą doskonała stylówka, polecam, a raczej "rekomenduję!" ;) wręcz kocham Budynia, jego styl bycia, wyważoną arogancję, nietypowe poczucie humoru, po prostu wszystko! Nic więc dziwnego w tym, że najnowsze (aczkolwiek już nie takie nowe, premiera miała bowiem miejsce w czerwcu) "dziecko" Pogodno polubiłam z miejsca, po pierwszym przesłuchaniu.

  Plemnik to mini album, którego zespół właściwie nie przewidział, bo miała to być tylko jedna singlowa piosenka, ale wyszło inaczej, z czego zresztą niezmiernie się cieszę, gdyż zaserwowano nam aż siedem niezwykle intrygujących i zaskakujących kompozycji, od których nie sposób się oderwać i kto, by pomyślał, że można stworzyć takie cudo w trzy dni, tak, tak TRZY DNI!  Ponadto już samo posiadanie tego albumu to nie lada gratka, ponieważ został on wydany w edycji limitowanej, obejmującej zaledwie 777 egzemplarzy, a każdy z nich  wzbogacono w dodatkową niespodziankę.

   Płyta może wydawać się koncept albumem. Rozpoczyna ją senny Eskulap, w którym wyraźnie znużony Budyń przez niemal połowę utworu wypowiada monotonnie jedno zdanie - "Śnię i śpię o miłości". Brzmi to trochę jak kołysanka i naprawdę można zasnąć.. Z kolei budująca napięcie Wyjściówka, jedyny w tym zestawie instrumentalny utwór, pełni rolę intra, jak sam tytuł podpowiada wychodzimy z fazy snu, aby się obudzić i to jak! W tym momencie czeka nas główny i najlepszy punkt płyty, czyli rozbudowany, trzyczęściowy utwór Obudziłem się. Istny majstersztyk! Budyń opowiada trzy przezabawne historie trojga zupełnie innych ludzi. Łączy ich tylko jedno - po prostu się obudzili! Niby banał, a powstało coś w istocie fenomenalnego. Ubóstwiam zwłaszcza Obudziłem 2. Już sam początek rozkłada na łopatki, a co dopiero kiedy Budyń wygłasza: Ciało powiedziało mi, żebym się odpierdolił i usiadł na krawężniku, no jakbym widziała siebie wracającą do domu pieszo :) Ostatnie dwa utwory to już typowe "pogodnowe" piosenki, jak zwykle oryginalne i zabawne. Myślę, że Gibkiej Beginy nie powstydziłby się nawet Tercet Egzotyczny. Brawo!

 Spis utworów:
1. Eskulap
2. Wyjściówka
3. Obudziłem 1
4. Obudziłem 2
5. Obudziłem 3
6. Czerkies
 

niedziela, 25 września 2011

Klipy na jesień..

   Ponieważ w bieżącym miesiącu nastąpiło niemal zatrzęsienie premier polskich, przeważnie interesujących klipów muzycznych, postanowiłam stworzyć zestawienie tych, które choć w pewnym stopniu przykuły moją uwagę. W ocenie nie kierowałam się jedynie ładnymi ujęciami, brałam bowiem pod uwagę także pomysł, oryginalność i oczywiście sam singiel, zatem zapraszam na ranking, aby stopniować napięcie zacznę od ostatniej pozycji:

7. Komety - Karolina  (4,5\10)

   W przypadku tego teledysku przeżywam swoisty mezalians, ponieważ piosenka to niebywale zgrabna i lekka kompozycja, wpadająca w ucho.Właściwie po jednym przesłuchaniu chwytliwy i trafny refren wręcz wprasza się do naszego mózgu i za nic nie chce go opuścić (ależ kwadratowa metafora). Singiel również idealnie wpasował się w datę premiery, bo czy jest lepszy czas na nostalgiczny utwór niż wrzesień... lecz klip to jednak niewypał. Przez bagatela trzy minuty obserwujemy nakładanie makijażu przez wątpliwej urody kobietę. Naprawdę nie sądzę, by ktoś podjął się obejrzenia tego klipu chociaż raz w całości, bo o wielokrotnym powtarzaniu w ogóle nie ma tu mowy, a szkoda..


6. Rotten Bark - I Don't Mind (5\10)

   Mamy tu do czynienia klipem typowo imprezowym i to nie byle jakim.. Miało być światowo, "po amerykańsku", lecz w efekcie wyszło nieco groteskowo. Albo ktoś tu za bardzo zachłysnął się amerykańskim pop punkiem, albo ja po prostu nie rozumiem dziwnego dla mnie fenomenu tych wszystkich kapel, grających do bólu przesłodzonego kalifornijskiego rocka. Według mnie klip wyszedł po prostu nieprzekonująco, bo niby kto w Polsce robi takie imprezy? (jak coś to, proszę dać znać) Nie zdziwiłabym się jednak, gdyby teledysk ten notorycznie był emitowany na Vivie, czy 4Fun TV itp. Krzykliwe, aczkolwiek niezwykle ugrzecznione wokale(momentami aż mdli, serio!), rytmiczność i ładny obrazek sprawiają, że na pewno przypadnie on do gustu masowemu odbiorcy, lecz "undergroundowcy" spojrzą na niego raczej z pogardą :)

5. Manchester - Nie chce się spać (5\10)

   Manchester -  kto nigdy nie słyszał już po samej nazwie bandu może się domyślić, co jest grane. Britpop, nieodkrywczy i nudnawy jak zazwyczaj, ale klip mi się naprawdę podoba! Klasyka gatunku - ładna dziewczyna, zboże, słoneczniki, zakochany chłopak i zajawki koncertowe i choć może to teledysk z tych mało odkrywczych, ogląda się go przyjemnie, ale swoją drogą jeśli ktoś potrafi rozróżnić ich piosenki to stawiam browara!

zobacz cały klip!

4. Kobiety - We Are The Mutants (5,5\10)

   Już na pierwszy rzut oka widać, że fundusze na teledysk były zerowe.Właściwie, gdy oglądam go kolejny raz, próbuję sobie przypomnieć, co skłoniło mnie do umieszczenia go na aż czwartym miejscu! Aha już wiem, to za tego pana z okolic bodajże pięćdziesiątej sekundy (<3) Ubóstwiam ten trzęsący się wał tłuszczu, ach...  Jednak nie można zarzucić, że pomysł na klip był zły, bo to naprawdę całkiem ciekawa inicjatywa, aczkolwiek wątpliwe wykonanie sprawiło, że efekt końcowy wypadł co najwyżej przeciętnie, a szkoda bo w piosence dostrzegam tzw. radiowy potencjał i bardzo, ale to bardzo podoba mi się wokal, naprawdę niebywale delikatny i magnetyczny głos. 

3. Nerwowe wakacje - Superman jest dead (6\10)

   Gdyby tak wyłączyć głośniki i podziwiać sam klip to bez wątpienia znalazłby się on na zaszczytnym pierwszym miejscu. Profesjonalna realizacja i ciekawy pomysł składają się na świetną całość, lecz z całym szacunkiem dla Jacka Szabrańskiego, jego głos pasuje raczej do stylistyki weselno-dożynkowej. Niestety w tym przypadku najzwyczajniej zmasakrował on notabene dobrze napisany i chwytliwy numer potwornym, nosowym wokalem, a gdy w końcowym fragmencie utworu "wyśpiewuje" Lecz proszę cię, bo nie chciałbym strzelać... dosłownie mam ochotę wyrzucić komputer przez okno. Nowy wokalista potrzebny od zaraz!

2. T. Love - Polskie mięso

   Czas na starych wyjadaczy polskiego rocka. Oto bowiem T. Love prezentuje nowy klip do piosenki promującej box T. Lovestory , który to już od 11 października będzie dostępny w sklepach muzycznych. Przez media teledysk jak i sam singiel został okrzynięty kontrowersyjnym, bo jest tu i o Dodzie, i o polityce i chociaż nie przepadam za piosenkami w tym stylu Polskie mięso naprawdę polubiłam. To taki trafny, a zarazem niezwykle zgrabny komentarz o polskiej rzeczywistości z przymrużeniem oka. Zaś jeśli mowa o samym klipie to myślę, że tak prestiżowy zespół mógł pozwolić sobie na nieco lepszą jakość teledysku.. Momentami wygląda dosyć amatorsko, lecz  niewykluczone, że taki był zamysł. Słowiańskie mięso jem, am am am.. 


1. Muzyka Końca Lata - 2001-2007

   Może i jestem nieobiektywna, ale nic nie poradzę na to, że sierpniowy koncert Muzyki Końca Lata wywarł na mnie tak niesamowite wrażenie, że do dzisiaj po prostu nie mogę oderwać się od ich twórczości. 2001-2007 to kwintesencja tego, co w MKL najlepsze. Lekka, niebanalna lina melodyczna + świetny, przywołujący wspomnienia tekst to już ich sprawdzona formuła na kapitalny utwór, a w połączeniu z przyjemnym, wakacyjnym obrazkiem stanowią klasę samą w sobie, nic więc dziwnego, że TVN kolejny raz dostrzegło urok piosenek MKL i  wykorzystało fragment 2001-2007 do jednej ze swoich reklam, co stanowi zresztą znakomitą formę promocji dla zespołu. Efekty można dostrzec chociażby, czytając komentarze pod klipem. Gratuluję! 

piątek, 23 września 2011

Wielki Teatr Historii edit: Amatorki!

NEONY
Dawid "Vlado" Zając - gitara, wokal
Jakub Zublewicz - gitara, chórki
Grzegorz "Boro" Sawa-Borysławski - gitara basowa, chórki
Tomasz "Garbo" Garbera - perkusja

   Co, gdzie, kiedy? 
Wielki Teatr Historii, 
Pola Czerwonkowskie, Sochaczew
18 września 2011 r. 

Tutaj powinna znaleźć się obszerna relacja z koncertu wrocławskich Neonów w Sochaczewie, owszem POWINNA, lecz z niewyjaśnionych przyczyn impreza rozpoczęła się godzinę wcześniej, niż planowano. Ponadto "organizator" nie pokusił się o jakąkolwiek informację na ten temat, halo, proszę pana/pani mamy XXI wiek, czasy nadawania telegramów za pomocą gołębi dawno odeszły do lamusa, naprawdę wystarczyło krótkie sprostowanie na portalu internetowym Sochaczewa...
   Z podanych powyżej przyczyn na Pola Czerwonkowskie dotarłam podczas, jak się okazało, przedostatniej piosenki (sic!) Była nią wykręcona Pani Zuo. Pod sceną nie dostrzegłam specjalnego tłoku. Jak to przystało na darmowy festyn, nie brakowało przypadkowych ludzi,a to tu pani z pieskiem, tam żul ze skwera, obok dzieci z watą cukrową -standard. Ponadto, jadąc na miejsce, miałam wrażenie, że wszyscy dopiero zmierzają  na jakby nie było, jedno z największych wydarzeń kulturalnych w Sochaczewie, dlatego taka decyzja organizatorów zdawała mi się tym bardziej absurdalna. Tego wieczoru udało mi się także załapać na szałowy kawałek Pasożycie, zagrany zresztą z pełnym powerem. Neony kolejny raz udowodniły, że są zespołem, który w każdym miejscu i w każdych warunkach potrafi dać z siebie 100% - wielki szacunek, a uraz do darmowych imprez zostanie jeszcze na długo..

*Na koncertach L.U.C-a i Abradaba nie zostałam, najzwyczajniej nie miałam ochoty dłużej brać udziału w tej organizacyjnej klapie.

sobota, 17 września 2011

Benagain -Temat Zastępczy EP


6\10

   Benagain to stosunkowo młody, dopiero stawiający pierwsze kroki na rynku muzycznym zespół z Poznania. Ich twórczość to mieszanka indie-popu i folku, jednym słowem wszystko, to co modne "na zachodzie" :) Temat Zastępczy to bodajże druga EP-ka (po Spadają latawce) w ich zaledwie kilkuletniej karierze. Składają się na nią cztery utwory, zachowane w jak najbardziej alternatywnej stylistyce. Czasem robi się tu aż za "offowo". Teksty bowiem wręcz naszpikowane są "alternatywnym" słownictwem i tak pojawiają się hipsterki, czarne okulary, holenderskie rowery, studentki fotografii. Oczywiście nie można było nie dorzucić wzmianki o retro, vintage i amerykańskich snach. Rozumiem, że miało być modnie, notabene tak właśnie jest, jednak szkoda, że nie ponadczasowo. Zaś patrząc na to z drugiej strony nie spodziewajmy się nie wiadomo czego po demówce..
   Na pierwszy ogień idzie nieco monotonny, tytułowy Temat zastępczy.Uwagę przykuwa w nim dziwny sposób śpiewania wokalisty, trochę jak szept. Poza tym początek wyszedł nierówno, nie wiem czy to był  celowy zabieg, aczkolwiek kawałek rozpoczyna się po prostu niezgrabnie. Warstwa tekstowa również nie stroni od lirycznych dziwolągów i tak dowiadujemy się, że podmiot został uznany za puste kalorie, zaś jego ukochana tak bardzo chciała mieć życie jak w skinsach. Wątpliwie wypadają też dziecięce (?) zaśpiewy w tle. Tworzą one lekko dziwaczną, aczkolwiek całkiem przyjemną całość.
   Kolejny utwór to zdecydowanie najmocniejszy punkt EPki. Zaczyna się z werwą, nowoczesnymi syntezatorami, zresztą tak jest do końca piosenki. Z nudnawego wokalu nie zostaje prawie nic, tym razem jest przebojowo i o wiele, wiele mocniej. Energii dodają czadowe, gitarowe zagrywki, ale do cholery dlaczego to trwa TYLKO minutę i czterdzieści cztery sekundy?!
   Niestety w następnej piosence mamy powtórkę z utworu nr 1. Zespół serwuje nam niemal kołysankę i kolejną poetyczną pokrakę -  Nie myśl o mnie całkiem swobodnie, to takie niedokładne. Z kolei ostatni kawałek Androgynous  to już wprost kulminacja monotonii i do tego ta marudząca, rozlazła maniera (sic!), aż tu nagle w trzeciej minucie utworu, jeśli jeszcze nie zasnęliście (no ok, nie jest aż tak źle) następuje gitarowy zryw, któremu towarzyszy pogodny, lecz porażająco słaby damski wokal, zaś kiepska dykcja powoduje, ze zrozumiały jest zaledwie co drugi wyraz. Chyba już wolałabym pozostać w tym sennym klimacie, niż obudzić się w taki sposób.
   Podsumowując sądzę, że należy dać Tematom Zastępczym więcej czasu i po prostu przywyknąć do nich, bo z pewnością nie jest to odkrycie z miejsca powalające każdego na kolana. Jednak należy docenić zespół choćby za to, że pokusił się o polskie teksty (choć momentami przesadzone), które powoli stają się rzadkością wśród polskich grup alternatywnych. Nie wiem, czy o Benagain zrobi się kiedyś głośno, lecz myślę, że są na naprawdę dobrej drodze, aby osiągnąć sukces.

Spis utworów:
1. Tematy Zastępcze
2. Era Plancka zobacz klip!
3. Nie patrz wstecz
4. Androgunous

Tematy Zastępcze EP do ściągnięcia za free!

         

czwartek, 1 września 2011

Neony - Niewolnicy weekendu

9/10

   Co prawda od premiery debiutanckiego krążka wrocławskich Neonów minęło już ponad pół roku, lecz album ten na tyle często gości w moim odtwarzaczu, że postanowiłam wspomnieć o nim parę słów  i niewątpliwie jest on tego wart, choć mogłoby się wydawać, że to nic specjalnego.. 13 zgrabnych piosenek, utrzymanych w stylistyce indie-rocka. Ktoś może pomyśleć - kolejny nudnawy "alternatywny" zespolik dla wrażliwych pseudo artystycznych nastolatek, ślepo zapatrzony w to, co modne na zachodzie - nie tym razem. Niewolnicy weekendu to porządna dawka gitarowej energii w najlepszym wydaniu! 
  Nie mam zamiaru specjalnie gloryfikować twórczości wrocławian i stwierdzać, że ich utwory wręcz trącają o wirtuozerię, bo przecież zupełnie nie o to tu chodzi. Ciekawe teksty, rytmiczne melodie zagrane z jak najbardziej rock&roll'owym powerem i przejaskrawioną momentami blazą w głosie sprawiają, że po prostu nie sposób nie pokusić się o kolejne odtworzenie, i jeszcze kolejne i następne. Oczywiście niektórzy mogą posądzić o wtórność, że sporo tu odwołań do The Strokes, Arctic Monkeys czy Bloc Party, jednakże na polskim, doszczętnie skostniałym rynku muzycznym zespoły tego pokroju nadal są błogim podmuchem świeżości.   
   Właściwie każda z piosenek mogłaby stać się przebojem, ma w sobie tzw. radiowy potencjał, zaczynając od czadowego Gorącego stycznia, poprzez transowe Prawie o miłości, kończąc na dynamicznej Pani Zuo z nośnym   i zapadającym  w pamięć refrenembo takie właśnie teksty, proste, bez wzniosłych przesłań serwuje nam Dawid Zając, który w niezwykle trafny sposób opisuje otaczającą rzeczywistość. Niekiedy jednak można odczuć, że są one sztucznie napuszone (Niewolnicy weekendu).Tematyka większości utworów jest zbliżona - Dawid prezentuje z pozycji obserwatora klubowe życie Wrocławia (m.in.wspomniany już Gorący styczeńNeony). Niekiedy bywa przekornie i z przymrużeniem oka jak np. Wasza klasa, innym razem nieco poważniej Made in Poland, będący swoistym protest-songiem, w którym autor niemal jednym tchem wytyka narodowe wady Polaków - daremne powracanie do przeszłości, zaściankowość, przesadną gościnność. Kulminacja frustracji artysty następuje w ostatnim utworze - Who iz TV?, gdzie padają zgorzkniale wykrzyczane przez zespół słowa- "Chuj z telewizją, radiem, internetem"
   Jedyne czego można się obawiać w przypadku Neonów, to syndromu nieszczęsnej, drugiej płyty, albowiem po tak udanym debiucie niezwykle trudno będzie dotrzymać równie świetnego poziomu, aczkolwiek chociażby Słoneczne baterie dają nadzieję, iż obawy te są zupełnie bezpodstawne.

+ za świetne klipy i znakomity pomysł na zastąpienie oklepanej już książeczki z tekstami grą - Szołbiznes polski, czyli gra w Monopol :)

SPIS UTWORÓW:
1. Gorący styczeń  zobacz klip!
2. Muszę porozmawiać o tym z tobą  zobacz klip!
3. Niewolnicy weekendu
4. 022
5. Made in Poland
6. Wasza klasa
7. Upijam się miastem
8. Neony
9. Prawie o miłości
10. Pani Zuo zobacz klip!
11. Pasożycie
12. 13
13. Who iz TV?

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Premiera singla C.K.O.D

   W dzisiejszej audycji Piotra Stelmacha w Radiowej Trójce premierę miał singiel, zwiastujący szósty już album łódzkiej formacji Cool Kids of Death - Plan Ewakuacji. Piosenka o tym samym tytule wywołała burzę wśród fanów. Zespół kolejny raz zaskoczył słuchaczy zmianą stylu, co niekoniecznie przypadło wszystkim do gustu. "Witamy w świecie muzyki pop, bo taka jest ta płyta" stwierdził tuż po premierze Piotr Stelmach. Z o wiele surowszymi komentarzami można spotkać się na Facebook'u zespołu czy chociażby  profilu last.fm. Ja jednak zaczekałabym ze zdecydowanymi osądami do premiery albumu, która to ma miejsce 10 października, ponieważ po pierwsze jak stwierdził sam basista, Jakub Wandachowicz "(...)jakość radiowa jest arcy chujowa", po drugie w wersji koncertowej (chociażby Jarocin 2011 jest tego dowodem) piosenki z nowego albumu prezentują się bardzo dobrze. Tak więc trzymam kciuki za zespół i ubolewam nad ortodoksyjnymi "true-fanami" C.K.O.D, którzy liczyli na kontynuację debiutu. Bezsensownemu buntowi na siłę mówimy stanowcze nie!

wersja radiowa "Planu Ewakuacji"

ŁDZ Alternatywa.

Muzyka Końca Lata
Bartosz Chmielewski - gitara, wokal
Marcin Biernat - gitara, wokal
Ola Bilińska - wokal
Piotr Majszyk - gitara basowa
Dariusz Gosk - perkusja

  Co, gdzie, kiedy? 
LDZ Alternatywa, 
Fabryka Sztuki, 
26 sierpnia 2011r.



 Po dość długim błądzeniu po Łodzi udało mi się dotrzeć na miejsce pół godziny przed koncertem. Pierwsze wrażenie - hm.. czyżby powtórka z Neonów. Bowiem na terenie Fabryki Sztuki, btw. całkiem ciekawe i klimatyczne miejsce, kręciło się zaledwie kilka(naście) osób, nie licząc dwóch ochroniarzy, tępo wpatrzonych w bruk, zupełnie nie zainteresowanych całą imprezą. W dodatku organizatorzy nie pokusili się o jakiekolwiek (!) ławki, krzesła, cokolwiek nadającego się do siedzenia, widocznie tak było bardziej "alternatywnie" :) Daruję sobie już uszczypliwości co do zaopatrzenia baru, właściwie nie wiem jak to nazwać, raczej "rozlewni" piwa z kilkoma butelkami fanty, stojącymi na ladzie, przecież poszłam tam na koncert..
   Wraz z upływem czasu robiło się coraz tłoczniej. Moje obawy co do pustek pod sceną nie sprawdziły się (no i dobrze). Na moje oko zebrało się koło 300-400 osób. Target baaardzo różnorodny, jak to na darmową imprezę przystało, zaczynając od dzieci, przez najliczniejsze jednak grono licealisto-studentów, kończąc na 40-50 latkach.No i zaczęło się.. Jako wzrokowiec od razu moja uwagę przykuł t-shirt perkusisty - koszulka Dinosaur Jr (lubię to!) i prześliczny Rickenbacker w dłoni wokalisty, ale przejdźmy do meritum..
   Twórczość MKL idealnie wpasowała się w mój nastrój tego wieczoru. Świeże, lekkie, melodyjne, ale niebanalne piosenki spowodowały, że zapomniałam o zmęczeniu i bolącej kostce. Z utworu na utwór tłum rozluźniał się coraz bardziej,aż pod koniec statyczna i nieco drętwa publika przemieniła się w falujący tłum, rodem z potańcówek lat '60tych, a to wszystko w tle dobrych, polskich tekstów (jednak jak się chce, to można). W przypadku MKL teksty są niebywale urocze, naładowane pozytywną energią,momentami wręcz magiczne. Przywołują wspomnienia dzieciństwa (Dokąd) czy pierwszej miłości (2001-2007). Ponadto już na pierwszy rzut oka widać, że zespół stanowi po prostu świetnie zgrana paczka przyjaciół, dobrze czująca się ze sobą, a muzyka to ich największa pasja. Kolejnym wielkim plusem występu był świetny kontakt z publiką. Czuło się, że muzyce w koncert angażują się w 100%, że ich reakcje są szczere i tworzą muzykę prosto z serca. Po stosunkowo bogatym secie nie obyło się bez bisów, o które nie trzeba było zresztą nie wiadomo jak długo prosić. Po minucie, może dwóch zespół z powrotem wszedł na scenie. Z powerem odegrali trzy utwory, w tym największy hit - Ekstramocne, po czym wokalista przedstawił skład, następnie odegrali jeszcze całkiem zgrabną solówkę i sympatycznie pożegnali się z publiką.
   Muszę przyznać, że nie lada zaskoczeniem dla mnie był cover utworu Happysad, który zespół przygotował na pewną składankę z okazji X-lecia istnienia owej formacji. To naprawdę niebywały sukces, aby cover prześcignął pierwowzór do tego stopnia, że przypadł do gustu mi (nie uważam się za jakiegoś eksperta z muzykologii, po prostu szczerze nie znoszę twórczości Jakuba Kawalca, ot to wszystko).
   Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to jednostajny i do bólu monotonny wokal Bartosza Chmielewskiego. Szczególnie dziwnie, wręcz irytująco wypada w mocniejszych utworach, do których adekwatna byłaby pewna zadziorność, opanowana łobuzeria, a nie kuriozalne ugrzecznienia. Zdecydowanie barwniej na tym polu wypada urokliwa Ola Bielińska..Według mnie powinna ona mieć znacznie więcej wokaliz w utworach. Krótko podsumowując, ostatnią już (niestety) odsłonę tegorocznej LDZ Alternatywy uważam za jak najbardziej udaną. Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza ta nie zniknie z i tak skromnego już łódzkiego kalendarza koncertowego, niewątpliwie szkoda byłoby..